czwartek, 31 maja 2012

Paznokciowy Dzień Skittles

Czekałam na ostatnią chwilę z decyzją czy się przyłączyć, ponieważ na dzisiaj miałam zaplanowany bardzo wyczerpujący dzień i nie wiedziałam czy dam radę. W sumie to oczy mi się zamykają i ziewam jak smok, ale mam zamiar zaraz zabrać się na zmywanie paznokci i grzebanie w helmerze. Pora zatem oficjalnie zgłosić się do akcji ;)

Jeżeli komuś udało się ominąć wszystkie informacje o tej akcji, to zapraszam TUTAJ do przeczytania co i jak :)

wtorek, 29 maja 2012

Ombre czy gradient? - oto jest pytanie

Padam na twarz, ale dzisiaj zobaczyłam, że Ali znalazła świetny artykuł, który w prosty sposób tłumaczy różnicę między paznokciami z gradientem (czyli po naszemu cieniowaniem), paznokciami ombre i paznokciami skittles. Muszę się nim z Wami podzielić ;)
Notka jest po angielsku, ale nawet bez czytania, patrząc tylko na zdjęcia i ich podpisy, można się zorientować co jest co.
Nie wiem skąd się wzięły ostatnie cuda w nazewnictwie. Sama już się zaczęłam gubić co jak nazywać, bo od paru tygodni gradienty na blogach są nazywane ombre, a ostatnio nawet zobaczyłam coś, co sugeruje, że ombre to skittles. Ale tak sobie myślę, że gdzieś musiało powstać zamieszanie, bo to raczej dziwne, żeby dwie kompletne różne metody, dające inny efekt nazywać w ten sam sposób.

Wszystkich zainteresowanych zapraszam TUTAJ :)

A żeby nie było smutno i bez zdjęcia to na zakończenie dodam jeden z moich mani zrobionych na gradiencie ;)


poniedziałek, 28 maja 2012

Coś innego

Przejrzałam właśnie zapasy zdjęć i doszłam do wniosku, że poziom fotek z mani osiągnął poziom krytyczny :/
Jako, że jestem w pracowitym nastroju (zdarza się bardzo rzadko, więc muszę korzystać póki czas), to postanowiłam pokazać Wam parę moich innych zdjęć. Mam nadzieję, że taka notka przypadnie Wam do gustu. Dajcie znać w komentarzach co Wy na to :) Mam od czasu do czasu urozmaicić w ten sposób bloga? Czy trzymać się wyłącznie mani, lakierów i kota? ;>

Zdjęcia pochodzą z mojego nieaktywnego od roku konta na deviantart. Prawdę mówiąc przez bloga dużo rzeczy sobie odpuściłam w ostatnim roku ^^"













Wszystkie zdjęcia można powiększyć :)

niedziela, 27 maja 2012

Kawałek niebieskiej żyrafy

Trzecia notka jednego dnia, szaleństwo ;)

Do wykonania tego mani zainspirowało mnie zdjęcie z Nail Up (na końcu posta). Ponieważ miałam ochotę na błękity zaczęłam od dwóch warstw P2 Color Victim 530 Charming. Na to nałożyłam warstwę wysuszającego Essie Good to go!. Przy pomocy niebieskiej farby akrylowej połowę każdego paznokcia pokryłam łatami, które miały się kojarzyć z żyrafą (wyszło jak widać ;>). Całość pokryłam topem Konad, a dla złagodzenia blasku perłowej farby akrylowej nałożyłam na część paznokcia z łatami China Glaze Matte Magic. Na zakończenie cienkim długi pędzlem dołożyłam pasek Color Club Sugarplum Fairy.  Wyszedł moim zdaniem całkiem sympatyczny mani :)



 


 I obiecane zdjęcie inspirujące ;)

Jak widać daleko pada mani od inspiracji XD

5 podstawowych kroków każdego mani

Nie odkryję Ameryki pisząc, że lakiery, niezależnie od ceny bywają nietrwałe. Ale jak widzę, że niektóre dziewczyny po nałożeniu jednej warstwy emalii za 5 zł mają wielkie pretensje za mocno starte końcówki, odpryski itp. to mam ochotę popukać się w głowę. Niewiele lepiej reaguję na zdjęcia mani z zalanymi skórkami, umieszczanych na blogach specjalizujących się w lakierach i zdobieniach paznokci. Dla mnie to zwykłe niechlujstwo i olewanie czytelnika. Nie rozumiem jak spędzając godziny tygodniowo na oglądaniu blogów i czytaniu postów o mani można dalej szerokim łukiem omijać odtłuszczacze, bazy i topy. No chyba, że się nie umie czytać między wierszami i trzeba wykładu łopatologicznego ;)
Dlatego dzisiaj wtrącę swoje trzy grosze do tematu i opiszę krok po kroku jak zrobić sobie mani, który ma szansę w stanie nienaruszonym przeżyć na paznokciach kilka dni.

Przypominam, że nie jestem w tej dziedzinie ekspertem. Nie chodziłam na żadne kursy robienia "prawidłowego" manicure. Wszystko co wiem dowiedziałam się z Internetu lub od jednostek zaprzyjaźnionych. Postanowiłam zebrać wszystkie te informacje w jednym miejscu i mam nadzieję, że się to komuś do czegoś przyda.

Krok 1. Odtłuszczanie

Mam wrażenie, że ten krok odpuszcza sobie spora liczba dziewczyn, niektóre o nim mogą nawet nie wiedzieć, bo rzadko się o tym czyta. 
Ja też długo o nim nie wiedziałam, jak już się dowiedziałam, to systematycznie zapominałam go wykonać, a szkoda, bo dzięki niemu można ograniczyć liczbę odprysków. 
Nawet po myciu rąk wodą i mydłem może się okazać, że płytka paznokcia w niektórych miejscach jest tłusta (od jedzenia, olejków, kremów itd.), przez co lakier będzie się jej gorzej trzymać.
 
 

Czym odtłuszczać? 
Najlepiej chyba zaopatrzyć się w odtłuszczacz w jakimś sklepie internetowym. Ja swój obecny (na zdjęciu) kupiłam we Wrocławiu w Magnolii na standzie z różnymi akcesoriami do paznokci. W składzie ma acetone, ethyl acetate i ładnie potrafi szybko usunąć tłuszcz z płytki bez jej wysuszania. Ponieważ butelka ma atomizer wystarczy psiknąć na paznokieć i przetrzeć go wacikiem (najlepiej bezpyłowym). W przypadkach butelek bez atomizera (też takie miałam) wystarczy przetrzeć paznokcie wacikiem nasączonym w odtłuszczaczu. 

Jeżeli akurat nie macie odtłuszczacza zawsze można się poratować spirytusem salicylowym (kosmetycznym), ale nie polecam na dłuższą metę, bo może mocno wysuszać płytkę paznokcia.

Krok 2. Baza
Bazy są na szczęście u nas coraz bardziej popularne. 
Próbowałam kiedyś kilku "drogeryjnych", ale nie przypadły mi do gustu, bo w zasadzie przypominały mi zwykły bezbarwny lakier i zawsze miałam wrażenie, że robię na nich więcej bąbli. Ale oczywiście co kto lubi ;)


Bazy są różne i w zasadzie mogą służyć różnym celom, dlatego trzeba je dopasować do własnych potrzeb. W dodatku na jednych paznokciach dana baza może się spisywać znakomicie, a na innych robić głupie psikusy.

Na zdjęciu są moje dwie ulubione bazy. Obie dosyć nietypowe.

Nail Tek Foundation II to baza-odżywka. Po pomalowaniu paznokcia wysycha dosyć szybko, robi się szorstka i matowa, kolor na paznokciu jest dosyć transparentny. Ta baza ma zabezpieczyć paznokcie przez kolorowym lakierem i przedłużyć jego trwałość, jednocześnie ma wzmocnić paznokcie. U mnie to wszystko działa bez zarzutu. 
Dlatego mocno się zdziwiłam, gdy Ali napisała mi, że na tej bazie mani wytrzymuje jej ledwie parę godzin, a później odchodzi płatami. Ale paznokcie jej się ponoć utwardziły, więc przynajmniej część pielęgnacyjna nie zawiodła w tym przypadku. Potwierdza to słowa, że u każdego jeden produkt może spisywać się zupełnie inaczej.

Orly Bonder to w sumie taki lakierowy klej. Nakłada się cienką warstwą, bo jest bardzo rzadki. Przy wysychaniu robi się lekko klejący, dzięki czemu nakładany na niego lakier lepiej trzyma się płytki. Niestety nie chroni przed zabarwieniem płytki ze strony wyjątkowo zjadliwych lakierów. Jest bardzo wydajny, na zdjęciu widać zużycie po wykonaniu kilkudziesięciu mani.

Krok 3. Malowanie kolorem właściwym
Tu wiele do napisania nie mam. Każdy maluje jak potrafi ;) Ja staram się załatwić każdy paznokieć w  trzech ruchach, bo więcej mazania pędzlem po płytce powoduje u mnie powstawanie bąbli.


Ponadto od paru miesięcy zaczęłam malować paznokcie "na zakładkę". Najpierw przejeżdżam pędzelkiem po brzegu paznokcia, a dopiero po tym ruchu maluję płytkę. Wydaje mi się, że opóźnia to trochę ścieranie się końcówek. Od spodu wygląda trochę głupio i momentami niechlujnie, ale przecież nie pokazuję ludziom paznokci od spodu ;)


Jeżeli przy malowaniu okaże się, że lakier jest dla mnie zbyt gęsty, to dodaję mu jedną lub dwie krople rozcieńczalnika. Mój ulubiony to maleństwo z Inglota, działa bardzo dobrze dodawany w małych ilościach.

Przy okazji napiszę parę słów o lakierach jednowarstwowych. Porządny, prawdziwy lakier jednowarstwowy to rzadkość. Niektórym wydaje się, że lakier jest jednowarstwowy, bo dobrze pokrył płytkę, ale na zdjęciach widać np. że wysychając taka pojedyncza warstwa wyraźnie zostawia po sobie pociągnięcia pędzla w postaci rowków, albo kolor na płytce miejscami jest ciemniejszy. Aparaty widzą niestety więcej niż ludzkie oko ;) Większości jednowarstwowców, które widziałam w Internecie przydałaby się jeszcze jedna warstwa dla wyrównania płytki i ładnego połysku.

Krok 4. Utrwalenie topem
Nie wyobrażam sobie zrobienia mani bez utrwalenia go topem. Nie dosyć, że przedłuża to życie lakieru, to jeszcze chroni dokumenty, książki i inne papiery przed porysowaniem lakierem (szczególnie czerwienie, granaty i ciemne fiolety lubią zostawiać ślady w postaci krech).


Na zdjęciu moje 4 ulubione topy. Poshe, Seche Vite i Essie Good to go! to topy przyspieszające wysuszanie. Są między nimi pewne różnice, ale nie jest to ich recenzja porównawcza. Ale parę słów mogę napisać ;)
Ponoć najszybciej schnie i utwardza Essie, ale prawdę mówiąc nie wiem czy to prawda, bo staram się nie ryzykować po zrobieniu mani. Najgrubszą warstwą nakłada się Seche, co czasem ma swoje plusy. O Poshe niebawem zrobię recenzję.
Każdy z tych topów nieumiejętnie nałożony może obkurczyć przy wysychaniu lakier kolorowy. Ja zawsze zaczynam od przejechania pędzelkiem po brzegu paznokcia robiąc "zakładkę", a później nakładam top na niewyschnięty jeszcze lakier kolorowy, starając się pokryć go jak najdokładniej. Nie ma co się zniechęcać po kilku średnio udanych próbach, w końcu ćwiczenie czyni mistrza ;)
Zauważyłam dodatkowy bonus używania topów wysuszających. Brak bąbli na lakierze kolorowym, a jeżeli jakieś już wyszły, to najczęściej znikają dzięki takiemu topowi nałożonemu na wilgotny jeszcze lakier.

Czwarty top to Color Club 0-60, który kupiłam w którymś z zestawów w TkMaxx. Stosuję go głównie do utrwalania lakierów, które nie potrzebują przyspieszonego wysuszania.


Są oczywiście jeszcze topy do różnych zadań specjalnych. Ostatnio najczęściej używany u mnie jest top Konada, świetnie się sprawdza przy utrwalaniu stempli i farb akrylowych.

Krok 5. Czyszczenie skórek
Powiedziałybyście, że średnio 1 na 3 moje mani kończy się brudzeniem palców lub skórek? Mam nadzieję, że nie, bo bardzo dbam, by nikt się tego nie domyślił ;) Każdemu może się zdarzyć gorszy dzień, ale to nie znaczy, że trzeba pokazywać fatalnie pomalowane paznokcie ludziom. 


Żeby wyczyścić skórki wystarczy wziąć cienki pędzelek (ja używam do tego trzeciego pędzla od lewej ze zdjęcia powyżej), zamoczyć w zmywaczu i przejechać kilka razy po zabrudzonej skórce, a następnie wyczyścić pędzel o ręcznik papierowy lub zwykłą kartkę. 
Jest to tylko kilka dodatkowych minut pracy, a zdecydowanie poprawia wygląd mani. Taki zabieg może co prawda trochę wysuszyć skórki, ale z tym powinien poradzić sobie krem nawilżający. Tylko nie nakładajcie go 3 minuty przed zrobieniem zdjęć, bo będą się ręce świecić i też ładnie to nie wygląda ;)

Parę luźnych uwag
Lakiery niezależnie od ceny mogą się nas trzymać lepiej lub gorzej. 
Coś sprawdzonego u koleżanki u nas może się łuszczyć już po dwóch godzinach od pomalowania, niezależnie od tego czy zastosujemy wszystkie możliwe sposoby przedłużenia mani. Mnie nie lubi seria Colour&Go z Essence, nad czym ubolewam, bo wybór kolorystyczny ma wielki. Ale jeżeli robimy paznokcie niechlujnie, omijając bazy i topy szerokim łukiem, to nie mamy co narzekać na trwałość lakieru ;p
Trzeba też wiedzieć, że niektóre wykończenia mają już to do siebie, że np. ścierają im się szybciej końcówki. Taki jest urok wykończeń typu glassfleck czy foil. Za to drobne glittery lubią robić odpryski. Wybierając nietrwałe wykończenia bierzemy je z całym dobrodziejstwem inwentarza ;)

I to by było tyle mojego wymądrzania się. Jeżeli ktoś chciałby wtrącić swoje trzy grosze, to zapraszam do komentowania. Jak zwykle mam wrażenie, że zapomniałam napisać połowę ważnych rzeczy ;)


Wyniki 'Legendarnego konkursu'

Kto rano wstaje, ten nagrody rozdaje ;) 
(nie ma to jak zacząć dzień od kiepskiej poezji ;p)

Bardzo dziękuję wszystkim osobom, które wzięły udział w moim konkursie. Szczególnie interesujące i ważne były dla mnie Wasze odpowiedzi na pytanie konkursowe. Mam nadzieję, że w przyszłości dzięki nim zrobię jeszcze niejeden konkurs z atrakcyjnymi nagrodami :)

Pora ogłosić do kogo powędrują dwa piękne lakiery a-england z serii The Legend.

Saint George z dodatkami wędruje do


Dragon z dodatkami pojedzie do 


Gratulacje :)

Maile z informacją o wygranej już wysłałam, teraz czekam na odpowiedź.

sobota, 26 maja 2012

Layla Ocean Rush

Layla 07 Ocean Rush z serii Hologram Effect to najdziwniejszy lakier z jakim miałam do czynienia. Mam co do niego zdecydowanie mieszane uczucia, chociaż te pozytywne na szczęście przeważają.


Po pierwsze jego wielkim minusem jest absurdalnie wysoka cena. Weźcie pod uwagę, że mówi to osoba, która nie boi się droższych lakierów ;p Początkowo chciałam go kupić na stronie włoskiego producenta, na której kosztuje 11,90 €, ale shipping u mnich to złodziejstwo - 30 € lub 15 € jeżeli zamówienie przekracza 80 €. Niech się w nos pocałują z takimi cenami. Ostatecznie zdecydowałam się na sklep Harlow & Co. z Kanady (z Kanady paczki jeszcze nie miałam ;>). Cena 16 $, ale za to przesyłka za zakupy na ponad 50 $ jest całkowicie darmowa.

Przesyłka ze sklepu wyszła szybko, do Polski trafiła szybko, ale za to celnikom się spodobała. Upsssss... Moje pierwsze spotkanie na piśmie z Urzędem Celnym domagającym się wiadomości co jest w paczce i za ile (trochę to absurdalne, bo skąd mam wiedzieć co tam w Kanadzie wpakowali, w końcu mogli coś namieszać). Na szczęście wszystkie informacje o paczce mogłam przesłać mailem, licząc się przy tym z nieuchronnie nadchodzącą opłatą celną. A tu niespodzianka, paczusia przyszła po dwóch dniach od wysłania i w dodatku zwolniona z cła :D


Tyle o cenie, teraz pora na wrażenia z malowania. I tu kolejna przykra niespodzianka. Podejrzewam, że to może być problem mojego feralnego egzemplarza, albo jest już za stary, albo zaszkodziły mu ekstremalne temperatury. W każdym razie po otwarciu zauważyłam, że ma w sobie gluty. Nie są to jakieś ciała obce, tylko lakier zbił się w gluty O.o 
Malowanie też nie należy do najłatwiejszych, bo nie mogłam dwa razy przesunąć pędzelkiem po tym samym miejscu. Gdy chciałam coś poprawić lakier przesuwał się z pędzlem zostawiając łyse placki >_< Myślałam, że może baza mu się nie spodobała, ale sprawdziłam, że na Orly Bonder i na Nail Tek Foundation II jest tak samo. 

  
Kiepsko? Może, ale za to teraz już będą same plusy.
Schnie błyskawicznie, a może nawet jeszcze szybciej. Utwardza się trochę dłużej, ale też bardzo szybko. W sumie wysychanie polega na tym, że bezbarwna baza paruje, a na paznokciu zostają holograficzne drobinki tworząc coś w rodzaju folii. W dodatku niezależnie od tego czy nałożyłam równe warstwy, czy krzywe (przez gluty miałam miejscami na płytce góry i doliny) po wyschnięciu warstwa lakieru na paznokciu była równa i cienka. Przez problemy z malowaniem nałożyłam na paznokcie 3 warstwy, ale nie poczułam nawet potrzeby sięgnięcia po coś do wysuszania. Po godzinie zdecydowałam jednak, że przyda się warstwa bezbarwnego topa dla utrwalenia (bez topa czuję się głubio XD).


A teraz rzecz najważniejsza. Nie wiem czy uwierzycie, ale moje zdjęcia tego lakieru są kiepskie. No może nie bardzo kiepskie, ale nie oddają urody lakieru. Holograficzny efekt jest na żywo mocniejszy i bardziej kolorowy. Nic tylko siedzieć na słoneczku i machać rękami ;) 
Holo w słońcu i pod lampką wygląda tak samo, dlatego ograniczyłam się do słońca. 

W cieniu też wygląda sympatycznie :)

czwartek, 24 maja 2012

Toporne zamki

W sumie to ten mani zrobiłam tylko po to, żeby sprawdzić jak działa lakier do stempli Essence 003 Stamp me! Silver i przekonać się, czy wzór z płytki Bundle Monster BM-202 na paznokciach wreszcie mnie do siebie przekona.
Lakier sprawił się całkiem dobrze, a wzór jest moim zdaniem zbyt toporny. Bardziej mi przypomina odważniki do wagi niż zamki ;) Na każdym paznokciu odbiłam go inaczej, żeby znaleźć idealne dla mnie położenie. Najbardziej podoba mi się na serdecznym, ale i tak wolałabym, żeby wzór był o wiele drobniejszy.
Z pozostałych danych technicznych: niebieski lakier to  Colour Alike 448 Tru blu z kolekcji City Fever. Całość utrwaliłam topem Konad.








Przypominajka

Mam nadzieję, że zgłosiłyście się do mojego Legendarnego konkursu. Jeżeli nie, to macie ostatnią szansę, bo zgłoszenia przyjmuję do 26 maja 2012 (sobota).

Wynik starcia na chwilę obecną:

 Saint George vs. Dragon

129 : 91


Serdecznie zapraszam :)

wtorek, 22 maja 2012

Na dnie jeziora

Mam dziwną słabość do stempli z rybkami, zawsze mi się podobały, ale jakoś nie miałam pomysłu co im dołożyć. Ale wreszcie się udało :)
Na początek pomalowałam paznokcie dwoma warstwami Colour Alike 200 Strażnik teksasu z zestawu Denim. Później przy pomocy gąbki nałożyłam jaśniejszy Etude House GR601 oraz zielony Sensique Nature Code 268 First Leaf. Następnie nałożyłam warstwę flejków Zoya Maisie.
Do stemplowania użyłam płytki Konad m27 oraz lakieru China Glaze 2030 z kolekcji Khrome. Ponieważ nierówna powierzchnia lakieru utrudniała stemplowanie delikatniejszych części wzorów na zakończenie ozdabiania dołożyłam przy pomocy sondy trochę kropek udających bąble z powietrzem. Całość utrwaliłam topem Konada.

 

I jeszcze wersja w macie.





niedziela, 20 maja 2012

Projekt Rainbow - Tydzień Różowy

Słyszałam, że wczoraj taki jeden nieźle sobie na moim blogu poczynał ;) Teraz leży i odsypia bardzo z siebie zadowolony.

Mamy ostatni tydzień tęczowej akcji i powiem Wam, że z założenia bardzo mi się nie podobał. Jak lubię ten kolor (szafa pełna różowych letnich ciuchów), tak na paznokciach od paru miesięcy nie potrafię go znieść. Planowałam z okazji tego tygodnia zrobić paznokcie i następnego dnia zmyć, ale o dziwo nie przez następne 3 dni nie poczułam takiej potrzeby. Jak na mnie i różowy to jest tegoroczny rekord ;)

Na paznokciach mam trzy warstwy Wibo Your Fantasy 321. W zasadzie dwie warstwy też by wystarczyły, ale jednak chciałam gwarancję idealnego krycia. Your Fantasy to nie jest moja ulubiona seria, bo do helmera wielkością nie pasuje przez te długie zakrętki. Poważnie rozważam zaangażowanie siekiery i zrobienie z tym porządku. Jednak oceniając po jakości malowania i noszenia numerka 321 seria wydaje się w porządku. 
Do mani dołożyłam warstwę flejków Pierre Rene Top Flex Longlasting 11. Na wszelki wypadek utrwaliłam to i podsuszyłam topem Essie Good to go!, a na koniec dołożyłam warstwę China Glaze Mate Magic. Zebrałam za ten nieskomplikowany mani całkiem sporo komplementów, mam nadzieję, że Wam też się spodoba :)

  Zdjęcia w naturalnym świetle.

Mani zaprezentowałam przy okazji akcji:


Szczegóły TUTAJ.

sobota, 19 maja 2012

Pierwsza na świecie kocia fotorelacja z otwierania paczki

Cześć Kociaki! 
Moja Pani ostatnio spędza głównie czas grając w Diablo, 
więc postanowiłem przejąć rządy nad jej blogiem. 
To pierwszy krok w moim planie podbicia wszechświata bwahahahaha...

Ale do rzeczy. Mam na imię Kajtek i jestem przystojnym kocurem. To ja:
Prawda, że jestem piękny?

Ostatnio moja Pani zakumplowała się z taką jedną Kaśką, co ma psa. 
Zdaje mi się, że Wy ją znacie jako Obsession.
Nie wiem jak one to robią, ale chociaż się nie widziały nigdy, to razem robią zakupy.
Ludzie są dziwni O.o
Moja Kaśka zamówiła ostatnio niebieskie mazidło do paznokci i Kaśka od psa przysłała nam paczkę dużo za dużą jak na jedną butelkę. 

Oczywiście musiałem być przy otwieraniu.
Nic w moim domu nie dzieje się bez mojej wiedzy :D

Hmmm chyba nic ciekawego w środku nie ma, ale jednak łapię jakiś miły zapach.

Co to może być?

Nic ciekawego :/ Jakieś paczuszki, kulki i butelki.
Gdzie prezent dla mnie?

A jednak!

Sympatyczne te mysie :) Tylko czemu je przypięli do kartonu?

A jak smacznie pachną! Wyczuwam Bigosik ;>

 A tutaj zaznajamiam się bliżej z myszkami :D

I jeszcze akcja jak ze "Szczęk"

 No myszko, nie denerwuj się, wszystko będzie dobrze.

 Przerwa na ostrzenie pazurów.

 Mam Cię!

 Idziemy na obiad.

Mmmm mmmm to ja już kończę...

Co się tak patrzycie? Nie oddam Wam podwieczorka ;p

Prawie zapomniałem! Moja Kaśka woła, żeby Wam pokazać, co było w paczce. Jakby to kogoś obchodziło, przecież wiadomo, że ja jestem ciekawszy. 
Ale niech jej będzie, bo mi jeszcze kolacji nie będzie chciała dać.

Dwa lakiery, maseczka na twarz (znowu będzie wyglądać jak upiór i straszyć), próbka mazidła do zaawansowanej nocnej naprawy (nie mówiłem, że człowieki są dziwne?), naklejki w gwiazdki, dwie kulki nie do jedzenia i czerwona szminka, przy której Kaśka zrobiła ooooooooo!

Mo to trzymajcie się Koteczki, do zobaczenia następnym razem ;>