niedziela, 31 marca 2013

No i znowu się nie postarałaś...

Taki właśnie tekst usłyszałam od kolegi z pracy, gdy zobaczył mani, który dzisiaj Wam pokażę. Ostatnio co bezwzorkowy mani, to ktoś w pracy mi mówi, że się zleniłam, albo nie postarałam XD Ale tym razem wykorzystałam okazję, żeby wszystkich zaskoczyć i pokazałam co ten lakier potrafi. Byli pod wrażeniem :D
Lakier, który potrafi zrobić wrażenie nawet na facetach, to éclair z serii Kameleon, strzelam, że numer 07, ale pewności nie mam, bo na butelce brak numeru. Nie wiem czy to "urok" wszystkich lakierów éclair, czy może wina sklepu, w którym robiłam zakupy.
Jak widać "kameleon" dla każdej firmy oznacza coś innego. W tym wypadku chodzi o lakier termiczny. Z lakierami tego typu miałam ostatnio trochę do czynienia i prawdę mówiąc oczekiwałam po nich jakiś wstrząsających efektów. W większości oczekiwania zostały niespełnione. Ale tym razem nie narzekałam, bo wreszcie trafiłam na coś, co reaguje zdecydowanie na zmiany temperatury.
Jeżeli chodzi o malowanie, to jest całkiem przyjemne. Do pełnego krycia wystarczyły dwie warstwy, chociaż jakby się ktoś uparł, to może i jedną grubszą dałby radę. Ponieważ wszelkie pastelowe kremy nakładane moją ręką mają tendencję do bąblowania postanowiłam zaryzykować i dołożyłam na éclair warstwę Poshé.
Przez pierwsze minuty lakier na paznokciach nie wykazywał żadnej ochoty do zamiany koloru. W końcu się zdenerwowałam i poleciałam pod kran zagrzać go w ciepłej wodzie. Zmiana była natychmiastowa. Lakier na paznokciach wygląda przeróżnie. Jeżeli ręce są zimne robi się fioletowy (w zasadzie to bardziej przybrudzony liliowy chyba), gdy ręce są ciepłe, to paznokcie robią się różowe. Przy dłuższych paznokciach można uzyskać połączenie fioletu i różu. Jest na pewno na co popatrzeć ;)

 Wszystkie zdjęcia zrobione w sztucznym świetle
 


Żeby lepiej pokazać różnicę w kolorach i możliwości tego lakieru pomoczyłam palce w ciepłej i zimnej wodzie. Jeżeli woda zostanie na paznokciach, to tam gdzie są krople lakier szybciej ciemnieje.




sobota, 30 marca 2013

Kocie życie w pięciu aktach

Znowu trochę mnie nie było, ale tym razem miałam świetny powód. Musiałam pojechać do Wrocławia na spotkanie z Ali, żeby odebrać mój nowy laptop <3 Stary już od jakiegoś czasu wyłączał się sam z siebie, bo ciągle mu było za gorąco. Dlatego gdy Ali zaproponowała, że spróbuje namówić tatę, żeby mi kupił nowego w USA, to jakoś specjalnie długo się nie zastanawiałam  (żeby nie zdążył się rozmyślić ;>). Gorzej było z wyborem, ale w końcu padło na Sony Vaio z serii E. Pierwsze wrażenia przez totalnie odmienionego Windowsa 8 nie były zbyt pozytywne. Ale już jest w porządku. I wreszcie mogę pograć bez lagów w Diablo 3 :D Dlatego trochę kiepsko widzę w następnych tygodniach przyszłość bloga ^^"

To może wreszcie o mani. Szarość w tle to dwie warstwy China Glaze Pelican Gray z kolekcji Anchors Away. Żeby było szybciej dołożyłam mu warstwę Poshe. Jako ozdoba wystąpiły urocze naklejki wodne z kociakami, które utrwaliłam topem Konada.


 Zdjęcia w sztucznym świetle


poniedziałek, 25 marca 2013

Jak się ma świra, to się na to nic nie poradzi ;p

Za tego posta podziękujcie Ali, która mi zakazała pisać do siebie o nowych Chinkach. Do kogoś muszę napisać, więc padło na Was ;p Nie planowałam dzielić się z wami moim świrem/głupotą, ale cóż...
Na swoje usprawiedliwienie powiem tylko, że niedawno miałam nadprogramowy zastrzyk gotówki, akurat na to zamówienie (to musiał być znak z góry, że powinnam przygarnąć nowe Chinki) ;> Zakupy robiłam na alphanailstylist, bo sklepy zagraniczne ostatnio ciągle mi nawalały i już mam dosyć awanturowania się przez PayPala. A na alphanailstylist i miła obsługa i pewna dostawa, jestem w stanie zapłacić za to parę złotych więcej i nie martwić się o przesyłkę.
W zasadzie wszystko będzie widać na zdjęciach, nawet nazwy, więc nie będę się już bardziej pogrążać, same zobaczcie ten majątek w postaci butelek ^^"


Z kolekcji Glitz Bitz 'n Pieces
 


 Z kolekcji Avant Garden



 Z kolekcji Hologram Holographic





 Odczuwam lekkie wyrzuty sumienia ^^"

Tęcza bez tęczy

 Jak to dobrze, że mam taką kiepską pamięć i tyle różnych lakierów do testowania, bo inaczej pewnie ciągle katowałabym Was tysiącami zdjęć mani z flejkami. Dzisiaj pobiłam chyba mój  rekord na liczbę zdjęć w jednym poście, ale każde wydało mi się warte pokazania ;p
Mani jest bardzo prosty. Warstwa Miss Sporty Clubbing Colours  nr 313, którym niestety zbyt prosto się nie malowało. Na to warstwa Golden Rose  Scale Effect nr 10, które w końcu powinnam rozcieńczyć. A na tym wszystkim warstwa Poshe, żeby szybciej wysychało.
Komentarz chyba zbędny ;)








I jeszcze wersja z matem




 Wszystkie zdjęcia zostały zrobione w sztucznym świetle

niedziela, 24 marca 2013

Robione na szybko

Macie czasem tak, że nie wiecie w zasadzie czego chcecie? Siedzicie całymi godzinami zastanawiając się na co macie ochotę grzebiąc w Internecie w poszukiwaniu inspiracji? Mi się od czasu do czasu zdarza taki stan i zwykle nie kończy się to zbyt dobrze ;)
Tym razem inspiracja się nie znalazła, za to czas mi się kończył, więc złapałam mój ulubiony ostatnio Orly Miss Conduct (dwie warstwy) i dołożyłam mu warstwę China Glaze Latticed Lilac. Całość pociągnęłam topem, żeby się ładniej błyszczało. 
W sumie ciągle nie mogę się zdecydować co sądzić o tym połączeniu. Nie jest złe, ale zdecydowanie do moich ulubionych nie należy ;p

 Zdjęcia w sztucznym świetle



Mariza - Zmywacz do paznokci i tipsów

Długo nie mogłam zabrać się za napisanie posta o wrażeniach z testowania zmywacza Marizy. Powód był bardzo prosty, nigdy nie musiałam tego robić, a poza tym większość zmywaczy wydaje mi się podobna w użyciu. Mimo wszystko wzięłam się w garść i postaram się przybliżyć Wam ten produkt.


Mariza - zmywacz do paznokci i tipsów, według informacji na butelce  jest bezacetonowy i zawiera protektor witaminowo-ziołowy. Niestety ani na butelce ani w katalogu nie znalazłam informacji czym jest ten protektor i co dobrego ma nam przynieść.

Butelka zmywacza ma pojemność 50 ml i kosztuje 4 zł.

Dla ciekawskich skład:
Warto zauważyć, że produkt nie jest testowany na zwierzętach, tylko dermatologicznie.

Na butelce była data przydatności, ale szybko się zmyła.

Z pierwszych wrażeń nie da się nie zauważyć zapachu, typowy śmierdziuch. Zmywacz jest bezbarwny, więc na pewno nie poplami ubrań w razie jakiegoś wypadku. W działaniu okazał się całkiem skuteczny. Przeważnie zmywam paznokcie przykładając do nich nasączony wacik, który trzymam kilkanaście lub kilkadziesiąt sekund, żeby na koniec jednym ruchem ściągnąć jak najwięcej lakieru. Przy takiej metodzie zmywacz radził sobie dobrze, pod warunkiem, że wacik był dobrze namoczony. 
Po zmyciu lakieru paznokcie robiły się miłe w dotyku i wydawały się wyjątkowo gładkie. Niestety po umyciu rąk efekt znikał, więc obstawiam, że zmywacz zostawia na paznokciach filtr dający takie wrażenie.
Pod koniec butelki zauważyłam, że przy zmywaniu skóra wokół paznokci zaczynała robić się biała. Jest to u mnie typowy objaw używania zmywaczy drogeryjnych, takich jak Isana czy Essence. Schodzi mi to od razu po myciu rąk i prawdę mówiąc nie wiem skąd się bierze. 
Zmywacz ma jedną zdecydowaną wadę - pojemność. 50 ml dla mnie to tyle co kot napłakał. Do zmywania kilku mani w tygodniu potrzebowałabym o wiele większej butli ;)


Dziękuję Ewelinie za zaufanie i możliwość przetestowania tego produktu :)
Wszystkich zainteresowanych kosmetykami Marizy zapraszam na stronę www.mariza.waw.pl, na której można m.in. obejrzeć najnowszy katalog lub złożyć zamówienie.